London Boat Show 2017

with Brak komentarzy
Efekt Brexitu?

Półtorej godziny w samolocie, godzina w pociągu, pół w metrze i jeszcze kwadrans w kolejce – tyle czasu zajęło mi dotarcie do Londyńskiego centrum ExCeL, gdzie przez cały poprzedni tydzień miała miejsce doroczna wystawa London Boat Show. Mając w pamięci wystawę das Boot, spodziewałem się w stolicy wybitnie morskiego kraju doznań wyższego jeszcze poziomu i martwiąc się, że nie wystarczy czasu na obejrzenie wszystkiego, z góry założyłem, że motorowe jachty trzeba odpuścić.
I rzeczywiście, po wejściu na teren hali przeżyłem szok – niestety innego rodzaju.
Zamiast lasu masztów i najnowszych konstrukcji, wśród niezliczonej rzeszy niewielkich motorówek stało wstydliwie kilka Bavarii, Jeaneau i Beneteau. Nieco dalej wypatrzyłem jeszcze parę jachtów ze stoczni Dehler i Hanse oraz wcale nieubogo w tym gronie prezentującego się Maxusa. Na tym można by zakończyć wizytę, bo te akurat łódki są dość dobrze znane i nie zaskakują.
Za to wśród jachtów motorowych panował przepych i rozmach, z wyraźnie dominującymi jednostkami Sunseeker. Olbrzymie te jachty wynosiły się nad resztą, w tym nad odwiedzającymi, którym pozwalano wejść na pokład jedynie najmniejszych z nich. Te mniejsze zresztą i tak były ogromne i generalnie zupełnie nie z mojej bajki.

Drobiazgi

Siłą rzeczy zainteresowałem się drobnicą, a wśród wzrok przyciągały szczególnie Cornish Crabbers. Niewielkie te jednostki o pięknych liniach i gaflowym ożaglowaniu, zapewne świetnie sprawdziłyby się na Mazurach czy w pływaniu zatokowym. Podobnie urokliwe były propozycje Swallow Yachts o błękitnych kadłubach i równie klasycznych liniach co Cornish´e.

W dziale osprzętu nie wypatrzyłem żadnych szczególnie interesujących nowości, poza może tylko mocno zminiaturyzowanym EPIRBem RecueMe, ale to może nowość tylko dla mnie. Ciekawa była też bateryjna flara sygnalizacyjna o mocy oślepiającej znajdujących się w bezpośredniej bliskości oraz gadżety typu kamera termowizyjna czy noktowizor. Zupełnie za to rozczarował mnie dział z książkami, gdzie owszem, można było znaleźć przeróżne locje, mapy i świeży almanach, ale poza tym było bardzo biednie.
Jako ciekawostkę wspomnieć trzeba stoisko Inland Waterways Association gdzie przemiły pan z radością dzielił się ciekawostkami na temat podróżowania po angielskich kanałach, wąskich łodzi i zwyczajów pływających na nich ludzi. Niezorientowanym polecam zaznajomić się z tym wdzięcznym tematem, a w szczególności sięgnąć po książkę “Narrow Dog To Carcassonne”, której autorem jest Terry Darlington.

Warto?

Czy warto zatem było spędzić tyle czasu w podróży? Warto, ale to już zupełnie inna historia…

Co zaś do wystawy, polecam ją wszystkim będącym przypadkiem w okolicy, wybierać się zaś z daleka odradzam. Nie znajdzie się tam wiele więcej, nad to co oferują Wiatr i Woda czy Warszawski Salon Jachtowy.


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

wpDiscuz